kobiety.net.pl

Nazwa: Hasło:
 
Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się
» Polityka cookie Kobiety.net.pl

Strona główna   Dom   Kariera   Rodzina   Styl   Zdrowie   Związki   Życie   Klub  

 
Szukaj

   





 
Ankieta
Czy kobiety w Polsce są dyskryminowane w pracy?





 
 

Płatna edukacja: nie tylko obowiązki ale i prawa
2011/9/20 15:55:13

Jak egzekwować swoje prawa wynikające z umów w zakresie płatnych studiów, czy kursów doszkalających? Czego domagać się od organizatorów szkoleń lub władz uczelni? Na te i inne pytania odpowiadają prawnicy D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej.

Czasy są takie, że wobec niepewności i braku stabilizacji zawodowej spowodowanej kryzysem, często podejmujemy decyzje o różnych formach poszerzania swoich kwalifikacji. Rynek oferuje nam niezliczone ilości studiów uzupełniających, warsztatów tematycznych, kursów językowych, szkoleń itd. Jeszcze szerszą ofertę mają dla nas firmy proponujące rozwijanie hobby: od niezwykle popularnych dzięki programom telewizyjnym kursów tańca, poprzez kursy gotowania, fotografii, czy robótek ręcznych a na sztukach walki i zajęciach jogi kończąc. Media pełne są ogłoszeń i reklam kuszących atrakcyjnymi cenami, a przede wszystkim zapewnieniami o wysokim poziomie zajęć, wykwalifikowanej kadrze, a nawet tzw. gwarancjami zdania odpowiednich egzaminów lub uzyskania certyfikatów.

- Potem jednak nierzadko okazuje się, że rzeczywiste warunki studiów czy szkoleń są dalekie od ideału, a co więcej, nie są zgodne z tymi, które nam przedstawiono w chwili podpisywania umowy bądź podejmowania decyzji o zakupie usługi – mówi Maciej Żyłka, prawnik D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. - Zdarza się bowiem, że grupy są zbyt liczne a prowadzący zajęcia nie mają odpowiednich kwalifikacji; że musimy dodatkowo zapłacić za materiały szkoleniowe, mimo wcześniejszych zapewnień, iż koszt kursu obejmuje wszystkie potrzebne materiały.

Ograniczone zaufanie do organizatorów

Z raportu Rzecznika Praw Studenta prowadzonego przez Parlament Studentów RP wynika, że wobec niektórych uczelni powinno się stosować zasadę „ograniczonego zaufania” oraz, że im bardziej szczegółowa umowa, tym korzystniej dla studenta. Czego bowiem nie ma na piśmie tego nie ma w ogóle, ponieważ nie można tego udowodnić.

„Czasem celem uczelni jest danie miejsca pracy swojej kadrze, nie zawsze gotowej i chętnej nauczyć Was tego z czego sama żyje. Dlatego w niektórych uczelniach obiektem zainteresowania może być Wasz portfel a nie Wasza edukacja czy zawodowa przyszłość. I nie jest to żaden efekt wolnego rynku a zwykły mechanizm społeczno-ekonomiczny, występujący także na niektórych uczelniach publicznych czy renomowanych” - czytamy w raporcie.

Schemat zazwyczaj jest podobny: w folderach reklamowych, ulotkach i internecie uczelnie obiecują określoną liczbę godzin ćwiczeń i wykładów, indywidualne konsultacje czy wykłady znanych profesorów. Student decyduje się na podjęcie studiów, płaci za naukę, a po kilku tygodniach okazuje się, że wykłady są odwoływane, o konsultacjach nie ma mowy, a wybitni wykładowcy o znanych nazwiskach owszem są, ale na ekranie telewizora, bo na uczelni pojawiają się najwyżej dwa razy w roku, by wpisać zaliczenia.

Do Biura Rzecznika Praw Studenta trafiają skargi zarówno studentów uczelni prywatnych, jak i państwowych. W sporach z uczelnią studenci są jednak bezradni. Nie podpisują umów, w których byłyby określone obowiązki obu stron. Ubezpieczenie ochrony prawnej zapewniłoby im komfort dochodzenia swoich praw przy pomocy profesjonalistów.

Umowa nie musi być na piśmie…

Podejmując decyzję o zapisaniu siebie lub swojego dziecka na określony kurs, szkolenie lub studia, stajemy nie tylko przed wyborem szkoły, w której będziemy rozwijać swoje umiejętności i pogłębiać wiedzę. Równie ważne jest postawienie sobie pytania: czego oczekujemy od kadry, czy chcemy się uczyć w grupie (i w jak licznej) czy indywidualnie, w jakim czasie chcemy osiągnąć określony poziom wiedzy i w jakiej formie chcemy zakończyć naukę (egzamin, certyfikat itp.). Zanim podejmiemy decyzję, warto zebrać opinie od znajomych. Nie ignorujmy również możliwości, jakie daje nam internet, choć na wiarygodność zawartych tam poglądów, należy brać poprawkę. Złóżmy co najmniej jedną wizytę w siedzibie szkoły i miejscu prowadzenia zajęć. Przede wszystkim jednak, nie bójmy się pytać o szczegółowe warunki kształcenia. Kiedy wybierzemy szkołę, pozostanie już tylko zapisanie się na kurs. W ten sposób zawieramy umowę, w której szkoła lub uczelnia zobowiązuje się do przeprowadzenia kursu na określonych warunkach.

- Niezależnie od tego, czy podpisujemy dokument na piśmie czy też przystąpimy do kursu bez jego podpisania, w istocie zostaje zawarta umowa pomiędzy organizatorem szkolenia i uczestnikiem kursu – wyjaśnia Maciej Żyłka.

…warto ją jednak podpisać!

Należy zrobić wszystko, by doprowadzić do zawarcia ze szkołą umowy w formie pisemnej. Dzięki temu, w razie wystąpienia jakiegokolwiek sporu dotyczącego warunków szkolenia, będziemy dysponowali dowodem zawierającym obowiązki szkoły i kursanta. W przeciwnym wypadku, o wiele trudniej będzie nam udowodnić, że szkoła nie wywiązała się z umowy. W treści takiego dokumentu powinny znaleźć się obowiązki organizatora oraz warunki przeprowadzenia kursu, w tym w szczególności:

  • zakres przedmiotowy kursu (poziom kursu, zakres wiedzy z danej dziedziny);
  • wymiar, czas i miejsce zajęć;
  • kwalifikacje prowadzącego zajęcia (np. zapewnienie, że nauczany język jest językiem ojczystym lektora, jeśli chcemy uczęszczać na zajęcia z native speakerem);
  • rodzaj materiałów szkoleniowych, ilość zajęć praktycznych.

Obowiązki szkoły można w dużym uproszczeniu opisać jako zobowiązanie do przeprowadzenia kursu, w czasie którego uczestnik będzie mógł uzyskać wiedzę z danej dziedziny na określonym poziomie oraz nabyć określone umiejętności. Ukształtowanie obowiązków szkoły w taki sposób sprawia, że umowę w zakresie przeprowadzenia i uczestnictwa w kursie można zakwalifikować, jako umowę o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy kodeksu cywilnego dotyczące umowy zlecenia, ponieważ szkoła zobowiązuje się w niej do wykonania określonych usług w zakresie nauczania. Nie jest to jednak umowa o dzieło, w której wykonawca ma obowiązek osiągnąć określony rezultat.

- Szkoły bardzo często dają w materiałach reklamowych gwarancję zdania przez uczestnika kursu określonych egzaminów i otrzymania konkretnych certyfikatów – mówi Maciej Żyłka, prawnik D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. – Jednak w umowach nie zapisują takiej gwarancji. Jeżeli więc zależy nam na takim zapewnieniu, musimy zadbać o to, by szkoła zapisała je w umowie.

Zmiany w warunkach umowy

Jeżeli nie zawrzemy umowy w formie pisemnej, zadbajmy przynajmniej o to, aby szkoła przedstawiła nam na piśmie ofertę, zawierającą istotne elementy szkolenia. Zawarcie umowy na przedstawionych przez szkołę warunkach nastąpi w wyniku zaakceptowania przez nas oferty i przystąpienia do kursu. Warto zachować ofertę interesującego nas kursu prezentowaną na stronie internetowej szkoły lub w formie dostarczonej nam broszury czy ulotki reklamowej.

Należy pamiętać, że szkoła może zmienić sposób wykonania umowy bez uprzedniej zgody uczestnika kursu wyłącznie w przypadku, gdy nie ma możliwości uzyskania takiej zgody, a zachodzi uzasadnione przypuszczenie, że uczestnik kursu zgodziłby się na zmianę, gdyby wiedział o istniejącym stanie rzeczy. Będą to sytuacje wyjątkowe, a zasadą powinno być uzgadnianie zmian w prowadzeniu kursu z uczestnikami. Może również zdarzyć się tak, że szkoła będzie zmuszona powierzyć wykonanie umowy (chociażby czasowo) innemu podmiotowi. Jest to możliwe, jeżeli takie uprawnienie wynika z umowy, i wymaga zawiadomienia uczestnika kursu.

Jak walczyć o swoje?

Jeżeli okaże się, że szkoła nie wywiązuje się z zawartej umowy, tzn. nie rozpoczyna kursu albo prowadzi go niezgodnie z przedstawionymi w umowie lub przyjętej ofercie warunkami, możemy bronić swoich praw jako klient. W pierwszej kolejności warto (aczkolwiek nie jest to konieczne) podjąć próbę rozwiązania problemu w sposób ugodowy. W tym celu należy zgłosić osobom reprezentującym szkołę nasze zastrzeżenia, co można uczynić zarówno ustnie jak i na piśmie. Jeżeli takie działanie nie odniesie skutku albo gdy nie zwracaliśmy się do szkoły o zaprzestanie naruszania umowy (zwłaszcza w przypadku ewidentnego i rażącego niedotrzymanie warunków umowy), możemy wypowiedzieć umowę, a także dochodzić swoich praw przed sądem w formie powództwa o jej wykonanie albo powództwa o odszkodowanie z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy.

- Skorzystanie z uprawnienia do wypowiedzenia umowy jest możliwe w każdym czasie – tłumaczy Maciej Żyłka - Należy jednak pamiętać o tym, że jeżeli wypowiemy umowę, będziemy zobowiązani uiścić na rzecz szkoły część wynagrodzenia odpowiadającą dotychczasowym usługom wykonanym przez szkołę na naszą rzecz, a jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu, to także naprawić szkodę, jaką szkoła poniesie w wyniku wypowiedzenia przez nas umowy, przy czym szkoła będzie musiała to udowodnić.

Kolejność postępowania

W pierwszej kolejności możemy dochodzić prawidłowego wykonania przez szkołę zawartej umowy. Gdy ukończenie kursu czy szkolenia utraciło dla nas znaczenie (np. powtórzenie kursu nie pozwoli nam uzyskać określonych kwalifikacji do czasu, kiedy będziemy ich potrzebowali) albo należyte wykonanie umowy przez szkołę jest niemożliwe (np. szkoła nie ma odpowiedniej kadry), możemy dochodzić odszkodowania pieniężnego.

- Podstawą odpowiedzialności szkoły będzie przede wszystkim art. 471 Kodeksu Cywilnego, który stanowi, że dłużnik zobowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi – podkreśla Maciej Żyłka. - Pozew należy skierować do sądu właściwego dla siedziby szkoły albo dla miejsca prowadzenia kursu. W zależności od kwoty odszkodowania, będzie to sąd rejonowy lub okręgowy. Przykładowo, jeżeli zawarliśmy umowę jako konsument, to odszkodowania nie przewyższającego kwoty 75.000 złotych powinniśmy dochodzić przed sądem rejonowym.

Przed sądem należy udowodnić fakt niewykonania lub nienależytego wykonania umowy przez szkołę oraz to, że ponieśliśmy z tego powodu szkodę (oraz wskazać i udowodnić jej wysokość), a także wykazać adekwatny związek pomiędzy wystąpieniem szkody a działaniem lub zaniechaniem szkoły. Decydujący wpływ na określenie wysokości szkody będzie miała wartość kursu. Naszą stratą będzie część lub całość (w zależności od okoliczności faktycznych) ceny, którą zapłaciliśmy. Nie jest jednak wykluczone, że w wyniku niedotrzymania przez szkołę umowy, utraciliśmy lub utracimy także spodziewane korzyści. W tym zakresie nie wystarczą jednak ogólne argumenty, że posiadanie określonych umiejętności, które spodziewaliśmy się nabyć na kursie, pozwoliłoby nam uzyskiwać w przyszłości hipotetyczne korzyści.

Lepiej zaufać specjalistom

Przebieg i wynik sprawy będzie zależał od oceny sądu, jednak to na osobie dochodzącej odszkodowania spoczywa inicjatywa i ciężar udowodnienia, że pozwana szkoła nie wykonała należycie usługi, tj. nie przeprowadziła określonego kursu zgodnie z umową. Oznacza to nie tylko konieczność gromadzenia dowodów i pojawiania się w sądzie, co jest zwykle okupione dużym stresem, ale najprawdopodobniej zmusi nas do nierównej walki ze sztabem prawników uczelni lub szkoły, która z pewnością będzie próbowała odeprzeć nasze zarzuty. Co więcej, jako osoba dochodząca odszkodowania musimy opłacić koszty sądowe. Warto więc zaufać profesjonalistom i dzięki polisie ubezpieczenia ochrony prawnej uniknąć nie tylko żmudnych procedur i niepewności związanych z poruszaniem się w gąszczu przepisów, ale również a może przede wszystkim, nieplanowanych wydatków.



()


 
 

WyslijPowiadom znajomego DrukujWersja do druku LinkDodaj link Kanal RSSKanal RSS

Zainteresował Cię ten artykuł? Przeczytaj podobne. Kliknij i wybierz temat: edukacja, prawa konsumentów, prawnik, prawo


 


 


 

Babà jest pochodną ciasta rosnącego na naturalnych drożdżach, typowego dla polskiej tradycji ludowej. Uważa się że odmiana ta została wprowadzona na życzenie Gerolamo Baby, osiemnastowiecznego króla Neapolu, który był wielkim wielbicielem słodkości. »